Witaj na moim nowym blogu.

Witaj na moim blogu!

Skoro tu jesteś, najwyraźniej coś Cię tu ściągnęło. Co to jest? Nie mam pojęcia. W każdym razie, cieszy mnie fakt, że potencjalnie możesz zostać moim odbiorcą. Jestem Wilk. Te piękne włosy, zgrabny zadek, błysk w oku i ten romantyzm... A na serio: Jestem kolesiem już po trzydziestce, jednak mentalnie podobno już po czterdziestce... Nie ocenię sam siebie. Ideowo jestem katolikiem i patriotą. Politycznie... nie gadam o polityce. Na co dzień, bezpośredni przekaz i odbiór mają u mnie priorytet. Nie znoszę zatajania czegokolwiek, aczkolwiek wiadomo, nie jestem święty.
Ale dość o mnie.
Co znajdziesz na blogu - to bardziej Cię interesuje.
Otóż:
Znajdziesz tu najwięcej wierszy. Potem artykuliki, w których wyrażam swoje poglądy, przedstawione w postaci tezy, przesłanek i argumentów oraz konkluzji. Ważne, uwaga! - teksty są często pisane na gorąco i poddawane są tylko korekcje najbardziej rażących błędów. Dlaczego tak? Już odpowiadam: Robię to w ten sposób, ponieważ myśl ujęta w momencie pojawienia się, jest najtrafniejsza a każda zwłoka wymywa z pamięci to, co chcę się powiedzieć. Wtedy wypowiedź traci swoją moc wybrzmienia. Poza tym... nie chce mi się potem robić korekty szczegółowo. Jak Ci się to nie podoba, nie musisz czytać.
Jak zapewne zauważyłeś, czytelniku, musisz mieć skończone osiemnaście lat aby wejść na bloga. I bynajmniej, nie dlatego, że są tu wulgaryzmy ( choć jest ich mnóstwo) ale dlatego, że dzieciaki tego mogą nie zrozumieć. Swoje teksty kieruję do ludzi dojrzałych, którzy mają swoją uformowaną piramidę wartości.
Zapraszam do dyskursów pod tekstami, ponieważ zależy mi na dialogu.
Nie lubię pisać do kotleta. Lubię pizzę... ;)
Zapraszam do przeglądania.

23 sierpnia 2016

Żmija

Byłaś żmiją, zatrułaś mą krew
Skaziłaś, ciąg dalszy...
...się przeciąga
Toksyna szaleje

Stopniowo umieram, choć może klinicznie
Cierpienia mnie męczą
Patrzę za jutrem
... lecz jutra nie widzę.

Szukam pomocy, antidotum na jad
Z każdym krokiem...
Opadam z sił,
Jakby trzymał mnie strap

Czasem zdam się na los
Złapię trochę oddechu
I zachłyśnięty tym wytchnieniem
Zapominam o wczoraj, teraz i jutrze.

Nawet gdy ucieknę na chwilę dłuższą
Kolejną spotykam żmiję
Kolejna trutka płynie mi w żyłach
Kolejny raz umieram w cierpieniach.

17 sierpnia 2016

Kilka pytań o egzystencjalne przypadłości człowieka,

Jeśli masz w sobie serce, ale nie masz w sobie krwi, to jaki jest sens by nadal ono biło?
Jeśli masz w sobie mózg, ale za grosz nie masz rozumu, to po co ci ten mózg?
Jeśli masz w sobie życie, ale nie masz w sobie pędu do rozwoju, to na co ci to życie?

09 sierpnia 2016

Jest sobie taka jedna rzeka. Płyniesz, czy tamujesz?

         Kiedy ta rzeka tak płynie i podmywa własne brzegi, zastanawiam się jak to jest. Jak to jest, że sama sobie własne koryto psuje. Z punktu widzenia przyrody naturalne jest, że rzeka sama reguluje swój bieg. I ok, tu nie mam nic do dodania. Ale rzeka zwana życiem nie jest zrozumiała. Można przeżyć sto lat ale życia się nie zrozumie. Może nam się wydawać że wiemy więcej, że życie nie ma przed nami już tak wielu tajemnic i w końcu, że sami przez to życie możemy iść po omacku. Nic bardziej mylnego. Życie jako takie w moim mniemaniu jest zarazem sprzymierzeńcem jak i wrogiem zaś kto swojego wroga bagatelizuje, ten szybko zostanie sprowadzony do parteru w tej nierównej walce. Choć życie jest przypadłością każdego człowieka i innych organizmów żywych nie możemy powiedzieć, że władamy nim całkowicie. Życie to żywioł. Życie, to nieustanna walka o dziś i jutro. Jednocześnie pragniemy żyć ale też czasem wychodzi nam ono bokiem. Dlaczego tak jest? Czy dlatego, że życie jest takie jak je opisałem powyżej, czy dlatego, że nie umiemy się z tym fenomenem zwyczajnie pogodzić? Ot, pytanie! Trudne i ciekawe. Próbując odpowiedzieć na nie powiem:
Życie jest jakie jest, jedni to widzą inni tylko coś przeczuwają a inni wiedzą ale nie chcą nad tym zbytnio się skupiać. Nam ludziom często sprawia problem skupianie się nad tym, co jest w naszym zasięgu. Przyczyna jest oczywista: kiedy masz coś na co dzień, nie doceniasz tego. Cała zabawa zaczyna się wtedy, kiedy coś się chyli ku końcowi albo jakość czegoś drastycznie spada. Wtedy zapala się w głowie czerwona dioda. Czy chcesz ją zobaczyć i wiedzieć o jej istnieniu zanim się zapali? Od tego jak odpowiesz sobie na to pytanie zależy jakość Twojego życia oraz Twoje samopoczucie. Jeżeli świadomie i aktywnie monitorujesz swoje życie i jego zakamarki nie musisz się martwić zbytnio o swoją psychikę. Będąc świadomym zagrożeń unikniesz szoku z zaskoczenia. Trywialny przykład: zanim złamiesz sobie nogę już będziesz pogodzony z myślą, że wylądujesz w gipsie na L4. Nie musisz się specjalnie łamać aby tego doświadczyć. Chodzi o zwykłą prewencję. Musisz wiedzieć, że pewne rzeczy się dzieją i nie masz na nie wpływu. Jak coś się stało, to już się nie odstanie. Jak odrzuci Cię kobieta, to pójdziesz do następnej za jakiś czas. Jak kobieta zostanie zdradzona to też da sobie z tym radę nie wracając w żaden sposób w kontakty z tym, który ją zdradził. To nie ma sensu! Trzeba tylko to zrozumieć. Jak widać moja opinia jest jednoznaczna: Nie umiemy się pogodzić z naszym życiem. Nie musimy się godzić z życiem innych, bo to nie należy do naszych kompetencji. Doradzić można, ale nie niańczyć. Jeśli ktoś sam kusi los ( w który nie wierzę, a używam jedynie jako słowa zrozumiałego, bo nie mam zamiennika) to sam na własnej skórze się przekona, że pewnych rzeczy robić nie należy.
         Twoje życia a życie innych.
Czy warto uzależniać swoje życie od innych? Ktoś by powiedział, że to zależy od sytuacji... No, owszem. Tak jest w przypadku małżeństwa czy kapłaństwa. Pozostałe "związki" są ulotne. Są jak woda która jest cieczą, ale może być gazem*. W tej chwili staw może pękać w szwach, ale za moment może wyschnąć do dna. Wszystko co w nim żyje - zginie. Prawda, że tak jest? Jest przyjaźń - nie ma przyjaźni. Jest spółka - nie ma spółki. Masz z kimś sztamę a za moment bijecie się po głowach. Wszystko co  zostało rzucone w górę, kiedyś musi spaść. Prawo fizyki a pasuje do życia. Wszystko co żyje kiedyś musi umrzeć. Wszystko co powstało, kiedyś musi zniknąć. Parafrazować można wiele. Ale nie o tym. Jedno na co chcę położyć nacisk tutaj, to relacje.
Jeżeli są w naszym otoczeniu osoby, które są tylko wtedy gdy jest fajnie - zostaw to. Zostaw to towarzystwo zanim zatracisz swoją empatię ładując ją w nic niewartą przyjaźń. Poobserwuj, oddal się od swojej grupy i zobacz, co się stanie. Jeśli nic się nie stało, to pójdź do miasta i poznaj nowych ludzi. Tak, wiem! Wiem, że każdy szuka długotrwałych relacji. Ale ile chcesz ich mieć? Na prawdę potrzeba Ci tylu ludzi wokół? Pamiętaj, liczy się jakość a nie ilość. Trójka wspaniałych ludzi jest lepsza niż cała horda, która pojawia się tylko gdy masz coś do zaoferowania. Inwestuj w jakość. Jeżeli umawiasz się z chłopakiem/ dziewczyną ale ona czy on nie inwestuje w Ciebie jak Ty w nią/niego... Będę szczery: to jest takie gówno, taki smród, że ja dziękuję. Nie bądźmy ślepcami i nie dawajmy się omamić czyimś pozornym pięknem. Nie wszystek złoto, co się świeci. Nie jedno gówno zawinęło się papierek i udaje, że cukierek.  Jaka to jakość, gdy jest się w takim związku? Po latach zamiast mieć swoją studnię ze skarbami masz szambo. Nie może tak być i nie pozwólcie na to w swoim życiu. Na prawdę lepiej pobyć samemu, popracować nad czymś w sobie. Każdy ma jakieś wady, które da się naprostować. Ja też mam. Można mi zarzucić jako wadę, że nie edytuję swoich tekstów z błędów językowych czy ortograficznych. Można i trochę jest w tym racji, że trochę mi się nie chce. Jednak ideą bloga jest treść, nie forma. Nie ważne czy słowo hak napiszę tak, czy napiszę je chak. Masz wiedzieć o co chodzi na podstawie całego wpisu. A prawdziwą moją wadą jest bałaganiarstwo. Nie lubię bałaganu, ale jak już się zrobi, to nie lubię tego potem układać.
Tutaj kolejna wskazówka: nie bójcie się swoich wad w życiu. Pogódźcie się z nimi a potem dopiero je eliminujcie. Ja na przykład mam zamiar pozbyć się niepotrzebnych ciuchów oddając je do Caritasu. Przekujcie wady na zalety. Pokombinujcie co ze sobą zrobić. To też ułatwia życie.
         Ale, dość już o mnie. Myślę, że dość dużo o mnie wiecie z tego bloga.
Na koniec jedynie kilka zdań o naszych życiowych turbulencjach.
Jeżeli pojawia się kryzys w życiu. Taki egzystencjalny kryzys, to widzę kilka jego powodów. Dwa już wymieniłem szeroko powyżej. Inne jego powody mogą wynikać z czyjegoś ingerowania w nasze życie albo z naszego olewania własnego życia. Jeżeli Ty nie wiesz co ze sobą zrobić, inni - pasożyty, wrzody na dupie świata - zrobią to za Ciebie. Zrobią z Ciebie swojego murzyna. Co gorsze, możesz nawet tego nie zauważyć. Dlatego obserwujcie swoje zagrody i pijcie z tej rzeki zwanej życiem. Kąpcie się w niej ale błagam - nie załatwiajcie się do niej. Sranie do własnego gniazda to jak samobójstwo.

*Wszak wiemy z chemii, że woda ma więcej stanów skupienia.

20 lipca 2016

Koszmar

Gdy słyszę milczenie płynące z twych ust
Gdy widzę twą nieobecność we śnie
Tonę w pustym zapadlisku po nas
Ono to staje się już mym grobem

Cała hałastra zgryzot nawiedza mnie co dzień
Gnije me serce pocięte i wyrwane jak korzeń
Gdzieś w oddali słychać szum morza...
Marne nadzieje bo szum to pop papki

Promenadą biegną wręcz chwile przed mymi oczyma
Pragnę je złapać związany niczym owca na rzeź niesiona
Pęta są silne... zaciskają się z każdym szarpnięciem
Ból zadany i odniesione rany omdlenie przyniosły

Zbudziłem się rankiem potem oblany
Spojrzałem do lustra jak otępiały
Widzę człowieka.

... a za plecami diabeł spod łóżka ucieka

14 lipca 2016

Siła więzi czy może już chore uzależnienie?

         Siema! Dawno nie pisałem nic konkretnego, więc czas to zmienić. Tym bardziej, że trochę materiału w głowie nazbierałem i pora na wielkie BOOOM!!! Inaczej będzie źle....
Jak mówi sam tytuł skupię się na różnicy między więzią a uzależnieniem. Uważam, że jest to duży problem, szczególnie kiedy jest się zaślepionym przez wiele czynników i granica zostaje przekroczona na oślep. I co potem? HALT! Komm zu mir. - powie sumienie kopnięte przez życie w zadek. Wtedy zacznie się płacz i zgrzytanie zębów, że to nie tak, że ja nie chciałem... chciałeś czy nie, stało się i trzeba temu zaradzić.
         Zacznijmy od charakterystyki więzi.
Więź buduje się różnie, miesiącami albo latami. Zwać to można też zażyłością - jak kto woli. Przeżywanie wspólnych chwil, wspólne zainteresowania i pasje, przebyte kłótnie zakończone kompromisami etc. Wszystko to wzmacnia przywiązanie do siebie. Budowanie porozumienia nie pozwala nam na odejście od drugiego człowieka, ponieważ czas, energia, emocje i uczucia włożone w relacje są dla nas tak cenne, że porzucenie ich jest porównywalne z wywaleniem do kosza ciężko zarobionego miliona. Trzeba być niespełna rozumu by poczynić taki krok ot tak, bo mam kaprys. Są jednak pewne warunki, które muszą zostać spełnione w 100% aby dokonać takiego odcięcia się. Mogą to być następujące przypadki:
-kiedy druga osoba staje się dla nas toksyczna.
-kiedy nie reaguje na naszą pomoc przez długi okres czasu.
-kiedy okazuje się, że oszukiwała nas w ważnych sprawach udając świętą, kłamiąc w oczy.
-kiedy znajomość wygasa naturalnie i nie można rozpatrywać niczyjej winy - bo tak też się zdarza nie wiedzieć czemu.
W takich i podobnych przypadkach dla własnego dobra po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw należy podjąć jedną, konkretną decyzję. Tu już nie ma miejsca na sentymenty. Jeśli tylko się zawahamy, już przepadliśmy. Albo w prawo albo w lewo. Przy tym należy przedstawić realne powody drugiej stronie aby mogła się do nich odnieść. Czasem taka rozmowa potrafi uratować znajomość.
Sama zażyłość wiąże się z jeszcze kilkoma cennymi cechami. Są nimi:
Brak uzależniania swojego życia od kogoś. Każdy na swoje plany i marzenia, które nigdy nie pokryją się idealnie z cudzymi. Dlatego kiedy jedna osoba pójdzie na ryby, ta druga siedzi w kinie na nocnym maratonie. Czujecie? Nie trzeba spędzać całych dni razem by ze sobą być. Iksiński siedzi w pracy a Iksińska z przyjaciółkami. Jeżeli oboje się na to zgadzają, wszystko gra. Ich wspólny czas jest wtedy gdy Iksiński wraca z pracy, Iksińska da mu obiad a potem idą razem na spacer. Następnie Iksiński idzie na mecz do kolegi a Iksińska idzie na pogaduchy do sąsiadki.
A kiedy jedno z dwojga ma problem to drugie porzuca na ten czas swoje plany by być przy tym pierwszym. To jest sedno prawdziwej zdrowiej więzi. Jedno drugiemu nie wtrynia się w życie ale oboje mają na siebie baczenie i wspólnie podejmują decyzje.
         Natomiast uzależnienie jest patologiczną formą więzi. Uzależnienie jest szkodliwe nie tylko dla tych dwojga ale i dla całego ich otoczenia w którym żyją ( a za chwilę -żyli ). Po pierwsze następuje izolacja od świata na rzecz przyklejenia się do siebie niczym klejem. Nic nie jest już ważne i istotne kiedy nie ma obok tej drugiej osoby. Odcięcie się od znajomych albo olewanie ich. Ciągłe zamyślenie i wciskanie drugiej osoby tam, gdzie nie ma na nią miejsca. Nie wyobrażam sobie aby do warsztatu przyprowadził mi ktoś swoją lubą, która nie ma pojęcia o niczym a stała by tam i motała się pod nogami a do tego nie pozwalała na skupienie się facetowi na tym co istotne, czyli na naprawie. Brr!
Co więcej, jeżeli do tej pory coś działało dzięki czyjemuś zaangażowaniu to odejście tej osoby od "rutyny" rozwala życie całej reszcie ludzi. Nie wiadomo co zrobić z delikwentem i delikwentką którry brną w zaparte. Siedzą ze sobą w każdej wolnej chwili i płaczą, że nie mają kiedy się spotkać kiedy jeden dzień się nie widzą. To jest już szaleństwo do kwadratu. Pójdą ze znajomymi do pubu a znikają nagle albo gadają tylko ze sobą. To już nie jest irytujące, to jest po prostu paskudne.
Krzywdzące jest też dla nich samych, bo prędzej czy później się dowiedzą o swoim odosobnieniiu, kiedy to grono znajomych się od nich odetnie po ówczesnym zwracaniu uwagi nawet po kilkanaście razy. Nikt komu zależy na zdrowych znajomościach długo nie wytrzyma w takich chorych układach. Wóz albo przewóz bo zaraz cała ekipa się posypie. Tutaj kłania się powyższa lista przypadków zwanych wyjątkami, lecz tym razem w relacji grupa - grupa. Zażyłość grupy z inną grupą też ma swoje granice.
        Konkludując dopowiem tylko jeden komentarz. Miejcie na uwadze, co dzieje się z Wami samymi i w Waszym otoczeniu aby unikać takich chorych sytuacji. Słuchajcie co mówią ludzie, bo kiedy uwagę zwraca więcej niż jedna osoba, to znaczy że nie jest to czyjś wymysł ale jednak realny problem, który dopiero powstaje albo co gorsza już istnieje.